Zaznaczam, to długi tekst. Będzie w książce jako traktat o ekonomii. Jeden z kilku traktatów ważnych dla koncepcji CP, ale poza tekstem zasadniczym.
Traktat o ekonomii
Próbuję zebrać cały materiał tyczący Cywilizacji Polskiej w jedną całość. I odczuwam braki
w koncepcji polegające na niejasnym
wskazaniu drogi „przejścia” z
jednego systemu do drugiego.
Bo, jak dotąd, wskazania mówią o „ostrym’ przejściu – czyli
drogą rewolucyjną. Taka droga nigdy nie jest dobra – zawsze też niesie
zagrożenia rozgardiaszu i realizacji przeciwstawnych deklarowanym idei.
Rozważając te kwestie – pojawiło się rozwiązanie; nie jako
„myśl natchniona”, ale raczej jako konstatacja wcześniejszych spostrzeżeń i
przemyśleń.
Aby zaś tę ideę przedstawić trzeba poprowadzić wielotorowo
myśli tyczące tematu. Bo bez odniesień do podstaw Cywilizacji Polskiej się tego
zrobić nie da; konieczne są także inne , dodatkowe wyjaśnienia.
Pierwszym krokiem jest ustalenie stanu – czyli wskazania
jakie jest miejsce w życiu
społeczeństwa przejawianej aktywności.
Powrócę do podstaw, czyli odniesień do rodziny, jako
pierwowzoru społeczeństwa.
W jaki sposób jest budowana wspólnota rodzinna?
Podtrzymanie istnienia – to zasadnicza konstatacja dotycząca
samej potrzeby tworzenia wspólnoty. Wiąże się
z wychowaniem potomstwa, opieką zdrowotną i opieką nad odchodzącym
pokoleniem.
Kultura – to forma utrzymania relacji społecznych
wynikających z powiększania się społeczności; niekiedy także umilania trwania.
Aby unikać konfliktów mogących powstawać w procesie
„podtrzymywania istnienia” doświadczenia (kultura) nakazują ustalenie zasad w rodzinie
obowiązujących.(Zasad w Porządku Zgodności lub praw w Porządku Niezgodności).
Dopiero po tych wstępnych określeniach tworzone są zasady
związane z funkcjonowaniem rodziny, czyli pozyskiwaniem i wykorzystywaniem
środków umożliwiających trwanie, czyli
ekonomia.
Tyle wstępu. Wynika zeń, że najpierw należy ustalić zasady
(prawa), a następnie organizować ekonomię już w zgodzie z tymi ustaleniami.
Obecnie panuje przekonanie, że poprzez zmianę relacji
ekonomicznych można zmienić relacje społeczne.
To niemożliwe. Niemożliwe zwłaszcza, gdy cel społeczny –
podtrzymanie istnienia – nie jest celem nadrzędnym.
(Zaznaczę, że może istnieć rozbieżność w rozumieniu
indywidualnym „podtrzymania istnienia”, a społecznym. To rozumienie jest
zależne z kolei od typu Porządku; ta kwestia jest w tekście zasadniczym
Cywilizacji Polskiej i nie będzie tu rozwijana).
Obecnie panujący system
ekonomiczny – postkapitalizm, oparty jest na kulcie pieniądza. Prowadzi się
działalność mającą na celu monetyzację wszystkich dziedzin życia i dąży przy
tym do jednolitego pieniądza w skali globu.
Można stwierdzić, że jest
to próba utworzenia jednolitej
„hierarchii finansowej”. Czyli totalitaryzmu finansowego z jednym
ośrodkiem decydującym o dystrybucji i przepływach pieniądza.
W jaki sposób system jest
(został) utworzony?
Na bazie lichwy.
W jaki sposób?
Aby system powstał –
potrzebna jest baza finansowa, czyli rodzaj „bufora” kompensującego błędne
alokacje. Na tyle duża, aby stanowić bufor dla całości przepływów.
Póki było to złoto, czy
inne wartości materialne – sprawa była kłopotliwa. Jednak po odrzuceniu
parytetu złota było już „z górki”. Kreacja pieniądza „lichwiarskiego” to
właśnie szybkie tworzenie bufora finansowego – wolnych środków o dużej
swobodzie przepływu, czyli pieniądze spekulacyjne.
Obecny kryzys finansowy
wynika ze zbyt dużego „bufora”, a drugim czynnikiem jest zbyt słabe
„lewarowanie” pożyczek, czyli nadmierna pazerność bankierów.
Tak można wyjaśnić kwestię
od strony finansów. Jest jednak sprawa „bufora” społecznego. To dotyczy
potrzeby tworzenia rezerw materialnych na wypadek zdarzeń losowych. W tworzeniu
tego „bufora” uczestniczą władze państw – poprzez zwiększenie opodatkowania
społeczeństwa, z przeznaczeniem na tworzenie rezerw.
Wraz z rozrostem
administracji pojawia się coraz więcej dziedzin wymagających „buforowania”.
Najbardziej spektakularne – to system ubezpieczeń emerytalnych, zdrowotnych i
zasiłki dla bezrobotnych. Dochodzi do tego wiele rodzajów „buforów”
specjalistycznych – choćby na wypadek upadłości firmy.
Układ jest stabilny jeśli
„bufory’ są dostatecznie duże, ale nie
naruszają w sposób drastyczny poczucia społecznego porządku. Czyli, gdy
wydajność pracy jest duża, a potrzeby społeczeństwa są niewielkie i przy tym
ludzie na tyle potulni, że nie protestują zbyt gwałtownie.
Granicą jest jednak rozprzężenie społeczne, gdy przestają
obowiązywać normy życia społecznego.
Zawsze jest bowiem tak, że z racji istnienia „buforów” pewien procent
społeczeństwa może żyć bez pracy i nie powoduje to frustracji. Jeśli granica
zostaje przekroczona – następuje upadek i zerwanie więzi społecznych.
Tworzenie takiego systemu
zawsze narażone jest na ryzyko zaburzeń. Przekazy starożytnych wskazują na
możliwość bezproduktywnego życia do około 10% społeczeństwa. Mamy wskazania, że
bezpieczna jest 1:12 ; taki podział społeczny mieli Medowie i taki podział (na
12 pokoleń) przyjęli Żydzi.
Wraz z rozwojem sił
wytwórczych zwiększało się opodatkowanie; to wynika z nierównomierności
rozwoju. Jeśli bowiem opodatkowanie rolnika nie może przekraczać poziomu jego
potrzeb własnych + na odtworzenie
produkcji, a i to ostrożnie, gdyż zbytnie „dociśnięcie” może spowodować
mniejszą chęć do pracy i mniejsze plony, to działalność gospodarcza nie ma tych
ograniczeń – ważne, aby pracownikom zapewnić utrzymanie.
Występuje więc
dysproporcja w traktowaniu rolnictwa i innych dziedzin.
Nierównomierność rozwoju
występuje więc na bazie przede wszystkim różnic między rolnictwem i przemysłem.
Jednym z istotnych celów
obecnego systemu jest ujednolicenie struktury sposobów opodatkowania rolnictwa
i przemysłu. Jest to możliwe przy nadprodukcji żywności (‘bufor” żywności”)
wynikający z postępu w technologiach i sprzęcie rolniczym.
W normalnym systemie
rozwojowym (niezakłóconym), możliwe nadwyżki produkcji kierowane są na
tworzenie nowych dziedzin gospodarczych, zwiększanie mocy produkcyjnych i zmniejszanie czasu pracy; to ostatnie
kierowane jest na rozwój edukacji.
Jak są tworzone „bufory”?
Powstają pod wpływem strachu i przymusu.
Strach jest uzasadniony;
to przecież obawa przed klęskami żywiołowymi i innymi nieprzewidzianymi
okolicznościami.
Przymus ma inne korzenie -
przede wszystkim wynika z zagrożenia życia. Tu wojny (przemoc) jest najlepszym
środkiem.
W warunkach rzekomej
wolności tylko wojny są czynnikiem wyzwolenia sił produkcyjnych
przekraczających potrzeby życiowe. Stan ten utrzymuje się także po wojnie –
potrzeba odbudowy, poprawa jakości życia, infrastruktura.
To pozwala korzystać z
energii życiowej przeznaczanej na produkcję i tworzenie „buforów”, a
jednocześnie łatwo ukryć rzeczywiste możliwości produkcyjne względem potrzeb;
nawet nikły wzrost konsumpcji jest odbierany pozytywnie przez społeczeństwo.
Jednak wraz z
przedłużaniem się czasu pokoju rośnie presja na zmniejszenie „buforowej”
produkcji. Reakcją jest wzrost konsumpcji – konsumeryzacja życia. To jednak może dotyczyć tylko niektórych
grup ludności. Oprócz kasty uprzywilejowanej także tych najbardziej
zaangażowanych w produkcję. Rośnie dysproporcja standardu życia w różnych
grupach społecznych. Nadwyżka produkcji, z racji technologii, pogłębia tę
sytuację. Coraz więcej grup społecznych doświadcza wyalienowania.
Grupy „odrzuconych” muszą
otrzymywać środki na przetrwanie celem zapobieżenia wybuchom gniewu.
Podtrzymanie systemu
wymaga dużej i rosnącej wydajności zatrudnionych. To prowadzi do zwiększania
ilości odrzuconych przez system. Po prostu nie da się ciągle zwiększać
konsumpcji ponad potrzeby.
Rosną wzajemne antagonizmy
i to z dwojakich powodów: ilość „nieproduktywnych” stale wzrasta i nawet jeśli
ich potrzeby są małe – to łączna suma tych potrzeb rośnie.
Ilość zatrudnionych spada
– zatem jednostkowe obciążenie rośnie. Konieczne jest spłaszczanie zarobków.
To z kolei obniża
wydajność, zwłaszcza gdy poziom społecznej jałmużny zaczyna zbliżać się do
poziomu najniższych zarobków.
Na ten proces nakłada się
jeszcze jeden – wzrost liczebny grupy uprzywilejowanej i to przy ich
wzrastających potrzebach i oczekiwaniach.
Struktura życia
społecznego wymaga prac społecznie użytecznych, a zaliczanych do uciążliwych i
przy tym niezbyt wysoko płatnych. Rozchwianie systemu dotyka w pierwszej
kolejności tych dziedzin. Efektem jest pogarszająca się jakość funkcjonowania
coraz większej ilości instytucji społecznych takich jak transport zbiorowy,
komunikacja, urzędy.
Zazwyczaj raz rozpoczęty
proces prowadzi do upadku systemu. Jest nieodwracalny. Wymaga radykalnych zmian
paradygmatów społecznych.
Obecnie mamy do
czynienia z widomymi oznakami tego
procesu.
Niewątpliwie jest to
zauważalne w kręgach decyzyjnych. Są próby zapobieżenia, a przynajmniej
opóźnienia degeneracji. Jako metodą przyjmuje się jednak oparcie na
dotychczasowym systemie i manipulacje niektórymi wskaźnikami.
System wszedł w stan
obecny na skutek długotrwałego oddziaływania stóp procentowych (lichwy) a
dodatkowo włączaniem w spiralę długów procentów składanych.
Proceder wynika z prawideł
rozwoju, które przedstawiłem w
traktacie.
Ten system oprocentowania
jest nastawiony na ciągły rozwój – rozumiany jako wzrost wielkości gospodarki.
W warunkach niedoborów
spełnia swoje zadania stając się stymulatorem wzrostu.
Jednak w przypadku
stagnacji – jest czynnikiem niszczenia społeczeństwa. Należy przy tym stagnację
rozumieć nie tylko jako sytuację ogólną, geostrategiczną, ale wszelkie
przypadki stagnacji lokalnej, nawet w skali pojedynczego przedsiębiorstwa
(nawet 1 osobowej firmy). Tak, jak przyspiesza wzrost przy pozytywnej
koniunkturze (i pozwala na przejmowanie części, lub całości społecznego zysku z
tego wynikającego), tak samo przyspiesza upadek, gdyż utrzymuje wielkość
korzyści własnych banków przy stagnacji podmiotu pożyczającego.
Więcej – obecnie mamy
przykład zwiększania zysku;
oprocentowanie pożyczek udzielanych instytucjom będącym w trudnej sytuacji –
wzrasta, rzekomo z racji konieczności zabezpieczeń przed możliwą
niewypłacalnością części takich instytucji.
Rozpatrując problem na
poziomie cywilizacji – nie jest nawet istotne, że finansjera przejmuje za długi
coraz większą część gospodarki i obiektów mogących być przedmiotem obrotu
pieniężnego. Istotą problemu jest ograniczanie działalności gospodarczej społeczeństw,
a tym samym zmniejszanie wartości tego posiadanego majątku.
Być może w dłuższym
okresie system dokonałby samoregulacji – dotyczy to jednak ludzi, a ten
„materiał” jest wrażliwy na okresowe braki w np. wyżywieniu.
Efekt jest taki, jak już
pisałem - coraz szybsze pogrążanie się
chaosie i rozpad społecznych struktur. Procesu nie da się powstrzymać poprzez
środki dostępne, czyli np. dodruk pieniądza, czy zmniejszenie oprocentowanie.
Tu konieczna jest zmiana paradygmatów organizacji życia społecznego.
Czy istnieje taka
możliwość ?
Na pewno pierwszym
rozważanym kierunkiem jest wywołanie wojny. Metoda stara i sprawdzona.
Jednak w obecnej sytuacji,
przy tak wielkiej ilości środków zniszczenia – może dojść albo do zniszczenia
totalnego, albo też np. zniszczenie centrów decyzyjnych jednej ze stron – nawet
tej „silniejszej” i tym samym zakończenie konfliktu w sposób niezgodny z
założeniami wyjściowymi.
Czy jest możliwość
„łagodnego” przejścia?
Rozważając taką sytuację
trudno ją sobie nawet wyobrazić. Zmiana paradygmatów – to oddziaływanie i
zmiana świadomości społecznej. Tymczasem nasza (ludzka) świadomość budowana
jest przez całe życie. Zmian może dokonać u siebie nikły procent populacji, a i
to myślenie odbywa się przy pomocy utartych wyobrażeń.
Zmiana, nawet przy
najszczerszych chęciach, jest procesem długotrwałym wymagającym wysiłku i
przygotowań. Całego procesu kształcenia i kształtowania jednostek o nowym
systemie wartości.
Jeśli znaczna część
populacji swe cele życiowe ustaliła jako materialny dorobek np. budowa i
posiadanie domu ze stosownym wyposażeniem. Wzięli na ten cel kredyt, który
spłacali lat kilkadziesiąt, to można wątpić czy ci ludzie gotowi są uznać, że
posiadany przedmiot pożądania – traci wartość, jako cel ważny w życiu.
Podobnie z wieloma innymi
dziedzinami. Przykłady można mnożyć.
Drugim problemem jest
wskazanie nowych wartości, jako cele
życiowe. Winien przy tym to być spójny system różnorakich celów – wszak życie
ludzkie jest bogate w przejawach. To należy opracować, wyszczególnić - i zrobić to w formie wiarygodnej tzn.
takiej, że kolejne kroki organizacyjne będą prowadziły do końcowej,
wykształconej formy nowego bytu społeczeństwa.
W dotychczasowych
opracowaniach tych autorów, którzy podejmują nowe działania kierunkowe – brak
jest w ogóle myśli idącej w tym kierunku, albo też są bardzo enigmatyczne i
oparte o życzenia, a nie stanowią wytycznych dla prowadzenia zmian.
Z dostępnych opracowań
blogerów (to stosunkowo wąskie grono, ale reprezentowane są różne nurty
ekonomiczne i ideowe), najwyżej cenię opracowanie Jacka Rossakiewicza
„Demokracja finansowa”.
I, co ciekawe, nie
zgadzam się z jego wizją zmian. Zbyt
wiele jest dobrych życzeń typu „należy zmienić świadomość społeczną, a
wtedy...”.
Takie projekty można z
założenia traktować jako oszołomstwo.
Jednak należy też
zauważyć, że autor tej koncepcji, w części wstępnej tekstu, określa kierunek i
zakres potrzebnych zmian w świadomości społecznej. (Nie wychodzi jednak poza
utarte standardy rozumowania). Dalej
opiera swoje założenia na pojęciu „dobra absolutnego” i na tej podstawie uważa,
że ekonomia może nakierować społeczeństwo na działania tworzenia tegoż dobra.
To dwa (błędy) w jednym.
Temat zmiany pojęcia
wartości podstawowych podejmuję w tekście zasadniczym Cywilizacji Polskiej,
a pozycję ekonomii w życiu społecznym
określiłem na początku tego opracowania.
Moje zastrzeżenia nie
dotyczą kierunku zmian, ale są sprzeciwem wobec braku wskazań tyczących
implementacji, czyli sposobu realizacji tego projektu. Bo oparcie o życzenia i
dobre chęci – nie jest drogą właściwą.
Nakierowaniem na sugestię
rozwiązania kwestii wpływów finansów na kierunki rozwojowe są uwagi w
„Demokracji Finansowej” j. Rossakiewicza, gdzie autor wspomina o temporalnym
pieniądzu w Chinach (ważnym przez trzy lata), oraz przypomnienie waluty egipskiej z przed „inwazji” żydowskiej –
„ostaca”, czyli pieniądz mający pokrycie w zdeponowanym w spichlerzu zbożu.
Połączenie obu elementów
rodzi następujące skojarzenia:
Obecnie coraz częściej
pieniądz jest traktowany jako towar – towar, którego dystrybucją zajmują się
„rynki finansowe”. Mając w dyspozycji „bufor finansowy” i prawo kreacji
pieniądza, mogą „zasilać” rynek tym towarem, a nawet wycofywać z rynku zależnie
od potrzeb.
Jeśli jednak pieniądz
miałby być towarem (pełnić funkcje, lub ich część), to winien mieć też cechy podobne innym towarom. Nie powinien być
specjalnie uprzywilejowany, a stanowić jedynie wzorzec porównawczy (miarę).
Jeśli budujemy dom i
wydajemy na ten cel jakąś określoną kwotę to w miarę upływu czasu wartość
domu spada. Dom przecież narażony jest
na czynniki atmosferyczne, starzenie się materiałów itd. To naturalne.
(Owszem w firmach –
następuje odpis wynikający ze zużycia o wartość odtworzeniową (dotyczy to
całego majątku), jednak wartość samego budynku ulega deprecjacji.
Dla obiektu w prywatnym
posiadaniu nie ma możliwości „odpisu” zużycia.
Możliwe jest zwiększenie
wartości z racji np. dobrej lokalizacji – to prawda. Ale prawdą jest też
możliwe zmniejszenie wartości z podobnego tytułu.)
Zboże w Egipcie pełniło tę
samą rolę – było towarem o zmniejszającej się wartości.
Można twierdzić, że
wartość wszystkich, lub prawie wszystkich towarów podlegającym zasadom obrotu
pieniężnego ulega deprecjacji z większą, lub mniejszą szybkością. Wszelkie
„nowości” – choćby sprzęt elektroniczny, ulegają szybkiemu „moralnemu zużyciu”
i jego wartość szybko spada.
Konieczne jest dodanie
jeszcze jednej uwagi. Wartość większości towarów związana jest z naszymi
emocjami. Dla głodnego kawałek chleba ma nieporównanie większą wartość niż dla
sytego.
Jeśli tworzymy rodzinę, to
ważną rolę odgrywają warunki życia, w tym powierzchnia domu (mieszkania), ale
kiedy dzieci dorosną i opuszczą dom rodzinny – bywa, że starszym ludziom duże
mieszkanie jest tylko obciążeniem generującym koszty utrzymania.
Wartość towaru zmienia się
zależnie od okoliczności.
Dochodzi zaś jeszcze
czynnik, który rzadko jest uwzględniany; często tracimy zainteresowanie czymś,
co przez jakiś czas stanowiło dziedzinę naszych zainteresowań. Bo jeśli
lubiliśmy chodzić po górach to wszystko, co było związane z wyjazdami, miało
wartość. Z czasem ta wartość zmniejsza się, a my przenosimy swe zainteresowania
na inne dziedziny.
Wartość pieniądza
zawiera zatem w sobie znaczny procent zawartości emocjonalnej.
Tymczasem pieniądz
traktuje się odrębnie. Ma nie tylko utrzymać swą wartość, ale i przynosić
dochód.
Proponowana zmiana w
traktowaniu pieniądza polega na wprowadzeniu bankowości bezodsetkowej z lichwą ujemną (ujemnym oprocentowaniem),
czyli pieniądze złożone w banku winny tracić na wartości.
Mało. Za przechowanie
należy zapłacić.
To identyczny sposób, co deponowanie zboża w
egipskich magazynach.
Bank pełniłby rolę
magazynu. Nie może wydać więcej (zboża, pieniędzy) niż posiada na składzie. A
zboże traci wartość z racji starzenia,
a także powstają straty z racji istnienia gryzoniów itp.
Z czego się utrzymuje? Z
opłat za przechowanie – to podstawowy element.
Może jeszcze pożyczać na
inwestycje itp., ale bezodsetkowo.
Zarobkiem banku jest wtedy
różnica między lichwą ujemną, czyli procentowym spadkiem wartości pieniądza, a
kwotą zwracaną przez pożyczkobiorcę.
Gdzie mieści się ryzyko
operacji?
Może być kompensowane
kosztami (opłatą za przeprowadzenie transakcji pożyczkowej).
Wariantowo (temporalnie)
można pozostawić nawet oprocentowanie pożyczek w dotychczasowej wersji, ale bez
dołączania oprocentowania do kwoty pożyczki (procent składany).
Reakcje rynku.
Przede wszystkim upadek
tezauryzacyjnej roli pieniądza w dotychczasowym znaczeniu; pieniądz zachowuje
tę rolę, ale na równi z innymi towarami. Bo tak samo można inwestować w dom
tracący na wartości, jak i w pieniądze.
W społeczeństwie wystąpi
zmniejszony napór na oszczędzanie; po prostu świadomość, że pieniądze nie
stanowią specjalnie uprzywilejowanego środka tazeuryzacji – zmniejszy
zapotrzebowanie na pieniądz. Zwiększy obrót pieniądza z racji zmniejszonego
parcia na oszczędzanie, ale też ograniczy wpływ finansów na życie publiczne;
tworzenie „bufora” finansowego staje się bezsensowne wobec faktu deprecjacji
pieniądza i braku możliwości zarabiania
na odsetkach.
Obecnie próbuje się
tłumaczyć, że „bufor” finansowy nie jest groźny. Jako przykład podawane jest
to, że mimo powstania tak dużego „bufora”, który dodatkowo został powiększony
niebotycznym dodrukiem pieniądza papierowego, nie powoduje to znaczącej
inflacji.
To złudne tłumaczenie. Ten
„buforowy” pieniądz jest jak chmura gradowa, która wisi nad nami i w każdej
chwili może pokazać swoje groźne oblicze.
Te pieniądze zostaną
„zainwestowane” w każde przedsięwzięcie
mogące przynieść dodatkowy zarobek, ale przede wszystkim dla utrzymania
obecnego status quo. To, że nie są inwestowane – to „dobra wola finansjery”,
która woli przejmować powoli całą gospodarkę, a nie chce doprowadzać do krachu.
Zauważalne jest , wspominane już, traktowanie pieniądza jako towaru, który
można dostarczać i wycofywać z rynku.
Szybka inwestycja dużych
kwot – doprowadziłaby do gwałtownej inflacji i w efekcie do gwałtownych
zaburzeń.
Aby temu zapobiec –
konieczne jest czasowe ograniczenie swobody przepływów finansowych. Przepływ
winien mieć miejsce jedynie przy inwestycjach, gdzie towarzyszyłby mu przepływ
towarów – materiałów inwestycyjnych.
Należy się bowiem liczyć z dążeniem do wykorzystania środków „bufora
finansowego” na zakup towarów o charakterze wartości stałych – zwłaszcza ziemi
itp.
Interesujące, że Chiny
utworzyły własny „bufor” finansowy w postaci zakupu (śmieciowych) obligacji
amerykańskich. Taka inwestycja wydawała się bezsensowna, ale obecnie stanowi
podobną groźbę dla gospodarki światowej, jak ”bufor” „rynków finansowych”.
Podsumowując.
Demokracja finansowa – to
proponowany system organizacji finansów, gdzie „bufor” będzie powoli (lub
szybko – zależnie od woli społeczeństwa), „zjadany” przez lichwę ujemną. Świadomość
tego faktu pozwoli dodatkowo przyspieszyć prace nad tworzeniem nowego systemu odniesień do wartości bazowych
cywilizacji Porządku Zgodności.
I na koniec.
Ważnym czynnikiem
świadomości społecznej w odniesieniu do finansów (przynajmniej w naszym kręgu
kulturowym) jest odniesienie do przypowieści ewangelicznej o talentach.
Jest tam wskazanie, że
posiadanymi środkami należy obracać,
aby uzyskiwać korzyści.
Może wydać się to
sprzeczne z proponowaną likwidacją „bufora” finansowego i ujemnym oprocentowaniem
pieniądza.
Posiadając pieniądze jako
kapitał – zgodnie z przypowieścią, należy je zainwestować. Tyle, że nie powinna
to być „inwestycja” w pieniądze.
Jeśli porównywać –
najlepszą „inwestycją w pieniądze” byłoby
zakupienie środka łatwo wymienianego na pieniądze i nie tracącego na
wartości. Takim towarem jest złoto (Patrz Amber Gold).
Tyle, że taka inwestycja
odpowiada zakopaniu posiadanego „talenta” – to działanie nie przynosi żadnego przyrostu wartości.
Jeśli pieniądz (już ten
elektroniczny), utraci funkcję swego powiększania na skutek lichwy – wzrost
wartości można będzie uzyskać tylko poprzez inwestycje przynoszące wypełnianie
ludzkich potrzeb.
I jeszcze.
Ujemne oprocentowanie –
może być zmienne – podobnie, jak obecne stopy procentowe. Miarą poziomu zmian
jest zapotrzebowanie społeczne. Jeśli społeczeństwo „upada” – zmniejsza się
populacja, występuje marazm – „kurczy” się rynek. Ilość środków pieniężnych
powinna być zmniejszana poprzez zmniejszanie wartości pieniądza. Tylko wraz ze
wzrostem populacji (przy tej samej ilości dóbr) pieniądz może rosnąć w wartość.
To z kolei winno wywoływać parcie na wzrost produkcji, celem utrzymania
stałej wartości pieniądza.
Jaką wartość będzie miał
elektroniczny zapis wartości pieniężnej, gdy nie będzie pokolenia, które na
bieżąco tworzy wartości materialne?
Nie może być tak, że można
inwestować w pieniądz (jak obecnie) i oczekiwać, że na stare lata będziemy żyć
z oszczędności; konieczne jest też inwestowanie w przyrost populacji. |