|
Poszukując fundamentów na jakich oparte są cywilizacje,
zawsze dociera się do pytania, jaką rolę pełni miłość.
Bez rozważenia tej
kwestii – wszelkie odniesienia wydają się być ułomne.
Opracowując Cywilizację Polską oparłem się na twierdzeniu,
że Bóg jest Miłością.
Takie ujęcie wprowadziło do filozofii chrześcijaństwo i
sądziłem, że jego rozwinięte rozumienie prowadzone w duchu nauki Chrystusa jest
jednoznaczne.
Tymczasem właśnie w rozmowach z katolikami pojawiły się
znaczące różnice. Konieczne więc wydaje się dokonanie porównań.
Sięgnąłem do Powszechnej Encyklopedii Filozofii – bo do
zawartych tam definicji i
przedstawianych poglądów, mam zaufanie. Wczytując się w treść ustaleń różnych autorów zacząłem zauważać
odrębność przedstawionego w CP poglądu na tę kwestię. Chyba największym
zaskoczeniem było ujęcie św. Tomasza z Akwinu – filozofa, którego uznaję z
tytana myśli, a którego ustalenia są zasadnicze dla całej filozofii. Różnice
istotnie rzutują na wiele dalszych ustanowień sięgając dogmatyki KRK.
Postawienie swoich przemyśleń przeciwko całemu systemowi
zależności stawia mnie w bardzo niekorzystnej sytuacji. Przedstawiam więc te
odniesienia z dużą obawą ich odrzucenia – odrzucenia, nie z racji błędu, a z
racji mikrej pozycji mojej osoby.
Już początkowa definicji miłości, jako:
podstawowy
przejaw dążenia bytu do dobra lub zasada tego dążenia; siła jednocząca byt z
doskonalącym go dobrem; podstawowy akt woli nakierowany na dobro jako cel i
motyw ludzkiego działania; akt sfery pożądawczo – wolitywnej polegający na
afirmacji osoby (siebie, drugiego człowieka lub Boga) oraz chceniu
odpowiedniego dla niej dobra; potocznie: międzyosobowa więź o podłożu
uczuciowym.
budzi u mnie zastrzeżenia .
Jakie jest ich podłoże?
Ano to, że miłość opisywana jest za pomocą dobra. Drugie,
to odnoszenie pojęcia miłości jedynie względem ludzi.
W filozofii greckiej pojęcie miłości ewoluowało od roli niszczycielskiej,
irracjonalnej siły kosmicznej wrogiej rozumowi, po pozytywną siłę rządzącą
kosmosem, spajającą elementy wszechświata. Wg Arystotelesa – Hezjod i
Parmenides jako pierwsi uznali miłość za siłę poruszającą i utrzymującą rzeczy
w jedności.
Platon wskazywał, że miłość jest dążeniem do dobra i piękna
wznoszącą się na coraz wyższy poziom, aż do miłości kierowanej ku mądrości.
Arystoteles z kolei podkreślał społeczne znaczenie miłości i wywodził je od miłości siebie –
cnoty dążenia do dobra i piękna, gdzie
człowiek miłujący siebie będzie podobnie traktował przyjaciół – życząc im tego
samego. Poza odniesieniami do ludzi – uważał, że miłość ma także charakter
kosmiczny i kierowana jest do całego otoczenia.
Tak w skrócie skrótu można przedstawić ewolucje pojęcia
miłości w filozofii greckiej.
Chrześcijaństwo wprowadziło miłość jako relację człowieka z
Bogiem.
Źródłem wszelkiej miłości jest Bóg, który sam jest
Miłością i z miłości stworzył i wciąż stwarza wszystkie byty.
Wśród różnych idei miłości świata chrześcijańskiego zaznaczę
dwie – św. Bernarda z Clairvaux, gdzie miłość jest zjednoczeniem aktów woli
i zgodność woli ludzkiej z wolą Bożą. I
koncepcja św. Tomasza z Akwinu uznania miłości jako przylgnięcie bytu do dobra.
Z późniejszych koncepcji warto wspomnieć o Feuerbachu, który
stwierdza, że świadomość przedmiotu jest tożsama z samoświadomością. Na bazie
tej jedności, miłość rozwija się drogą poszerzania swego zakresu: od obiektów
pożądania erotycznego aż do ludzkości jako takiej. Im większy zasięg miłości –
tym wyższa i doskonalsza jej forma; najniższa jest miłość samego siebie.
Nawet znając i porównując koncepcje rozumienia miłości chcę
wrócić do pierwotnej koncepcji chrześcijańskiej.
Bóg jest Miłością.
To sformułowanie zawiera wszystkie odmienności opisowe –
jest podstawą istnienia wszystkich
bytów.
W CP stwierdziłem, że takie traktowanie Miłości nie jest
wynikiem ludzkich konstatacji – wskazuje na to ewolucja poglądów, ale jako objawienie zawarte w nauce Jezusa
Chrystusa. Jest moim przekonaniem, że samodzielny wniosek, acz ujęcie
Arystotelesa jest drogą ku temu, nie jest możliwe.
Jeśli zatem Miłość jest czynnikiem sprawczym całej
rzeczywistości, to tylko w niej należy szukać fundamentów wyjaśnień wszelkich zależności. Zatem na bazie Miłości
tworzone są dalsze pojęcia podstawowe, a zaliczyć do nich można Prawdę , Dobro,
Piękno.
Błędem jest zatem opisywanie miłości przy użyciu tych
określeń; Prawda, Dobro, Piękno – są atrybutami Miłości. Nie mogą więc Jej
opisywać, gdyż są one tylko formą naszego
rozumienia Miłości.
Skąd zatem błędne ujęcie problemu, boleśnie dotkliwe
zwłaszcza u tak Wielkiego Myśliciela jak Akwinata?
Źródłem zafałszowania jest Stary Testament, gdzie w Księdze
Rodzaju dano szczególnie umotywowane sugestie istnienia Dobra, jako bytu
odrębnego względem Boga.
Już pierwsze akapity wskazywać mają, że Bóg stwarzając świat kierował się dobrem. Także
rajska alegoria Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego – podkreśla odrębność
istnienia Dobra i Zła względem Boga.
Zatem – jeśli Dobro i Zło istnieje odrębnie od Boga – to Bóg
może być też Bogiem Zła. W tej myśli należy dopatrywać się dualizmu.
Przejawem w czasach obecnych jest przypisywanie szatanowi roli przeciwnika
Boga.
Bóg jest Miłością. Czy Miłość może być Złem?
I dalej. Czy Miłość Boga
może być kierowana tylko do ludzi, czy też do całego stworzenia?
Ewolucja rozumienia miłości od typu erotycznego do
wszechogarniającej agape – także w chrześcijaństwie – jest kierunkiem. Bo tylko
nieuzasadniony antropocentryzm może sugerować , że człowiek może się rozwijać
„przeciwko” otoczeniu – czyniąc „świat poddanym”. W moim przekonaniu miłość jest pragnieniem istnienia i jego
podtrzymywania; to może mieć miejsce jedynie w afirmacji istnienia i
rozwoju nie tylko człowieka ale całego otoczenia.
I to jest drugie zastrzeżenie tyczące Starego Testamentu
jako zapisu idei sprzecznej z nauczaniem Chrystusa.
Obecnie traktuje się w KRK Biblię ST i NT jako Słowo
Objawione; widać zaś, że przekazy są sprzeczne. A przecież pierwsi
Ojcowie Kościoła wskazywali wyraźnie, że ST należy interpretować w duchu NT, a
nie traktować na równi.
Kościół wypracował formułę Objawienia Publicznego – dotyczy
to przekazu NT i ST. Wydaje się, że konieczne jest przywrócenie myśli pierwszej
i traktowanie jedynie NT jako Objawienia Publicznego, a powrót do uznania ST
jako objawienia prywatnego. W tym kontekście –
ST może zawierać prawdy - „znaki
czasu”, na drodze rozwojowej do rozumienia Miłości.
Nieprzypadkowo z pośród współczesnych idei rozumienia
miłości zaznaczyłem myśl Feuerbacha. Dlaczego?
Otóż we wszystkich przypadkach rozważań filozoficznych
przemyślenia prowadzone są z punktu widzenia ukształtowanej świadomości
myśliciela. Zatem wynik zależny jest od sposobu kształtowania – uformowania
umysłu. To zaś zależy w znacznym stopniu od otoczenia w którym żyjemy.
Czy obserwując niebo z wnętrza statku można stwierdzić, czy
to on płynie, czy też porusza się nieboskłon?(To stare pytanie – chyba
Newtona).
Podobnie z konstatacjami naszego umysłu; im bardziej jest
ukształtowany, tym trudniej o wnioski mogące sięgać podstaw bytu.
W CP odwołuję się do pierwszego przejawu świadomości
człowieka: „jestem”. Bo „jestem” jest zauważeniem swej odrębności od otoczenia
– jeszcze przed określeniem swego doń stosunku.
Jeśli Miłość jest pierwsza, to Dobro wynika z Miłości. Jest
określeniem swego stosunku do Miłości. Pozytywne, afirmacyjne – jest Dobrem.
Negatywne – jest Złem.
Miłość – poprzez akceptację wolnej woli wyboru zawiera zatem
w sobie i Dobro, i Zło.
Tak widzę genezę pojęcia Dobra; jest ona na niższym szczeblu
pojęciowym niż Miłość. Dobrem – nie możemy więc opisywać Miłości.
Na bazie tych ustaleń – konieczne jest dokonanie wielu
przewartościowań filozoficznych, ale i religijnych, analiz. Zdaję sobie sprawę
z ogromu zmian. I zdaje sobie sprawę z
pozycji, z jakiej potrzebę tych zmian głoszę.
Jeśli Prawda, Dobro i Piękno – są wartościami na jakich
budujemy porządek cywilizacyjny, to należy sobie zdać sprawę, że nie są to
wartości fundamentalne, a zawarte w Miłości. Już jako wybór. Wybór, który nie
jest nadany, a zadany. Bo poprzez te wartości, poprzez ich poszukiwanie,
odczytywanie i kontemplację – dążymy do Miłości.
Bóg jest Miłością, ale Miłość nie jest Bogiem; jest
atrybutem Boga.
Podobnie:
Miłość jest Dobrem, ale Dobro nie jest Miłością, a tylko
jednym z atrybutów Miłości. Bo Miłość jest też Prawdą i Pięknem, ale nawet
razem Prawda i Piękno nie wyczerpują Miłości.
I to są moje rozmyślania czasu Nocy Zmartwychwstania Pańskiego. |