
| Kultura i sztuka | 2011.1.16 14:00 |
Kolędowanie | Krzysztof J. Wojtas | |  | Spotkania rodzinne | Rzadko już zdarza się wspólne śpiewanie kolęd. W części polskich domów zaledwie, bo i tradycja się zmienia. Kiedy pytam znajomych – częstą odpowiedzią jest, że jeżdżą „od rodziny do rodziny” na „kolacje wigilijną” . W pośpiechu, aby tylko zdążyć być i tu, i tu.
Coś gubimy w takim pośpiechu. | Rzadko już zdarza się wspólne śpiewanie kolęd. W części polskich domów zaledwie, bo i tradycja się zmienia. Kiedy pytam znajomych – częstą odpowiedzią jest, że jeżdżą „od rodziny do rodziny” na „kolacje wigilijną” . W pośpiechu, aby tylko zdążyć być i tu, i tu.
Coś gubimy w takim pośpiechu.
Pod koniec lat 80-tych, kiedy dzieci były małe, postanowiłem wprowadzić śpiewanie kolęd. Przez cały grudzień, poświęcaliśmy wieczory (z trójką maluchów – żona zwykle była zajęta różnymi czynnościami i tylko do nas dołączała poprawiając nadmierne fałsze) na naukę słów i śpiewanie.
Nie powiem, fałszowaliśmy równo, ale pod koniec jakoś tam zaczęło wychodzić.
No to zaprezentowaliśmy swe umiejętności na forum rodzinnym.
I.... oznaki niechęci.
Bo inne dzieci w rodzinie były nastawione na szybkie rozdawanie prezentów. Dla nich to było podstawowym punktem programu Wieczerzy Wigilijnej.
Z czasem przeforsowałem swój punkt widzenia, a nawet wymusiłem udział w śpiewaniu. Chociaż zawsze pojawiają się „przerywniki”. Cóż, rodziny się nie wybiera; rodzinę się ma.
Pokolenie rodziców już odeszło. Teraz już nam przypada rola podtrzymywania tradycji.
Od 5 lat wystawiamy przed domem szopkę – zdjęcie ubiegłorocznej:
brakszysz.salon24.pl/146204,moja-szopka-2009
W tym roku podobna – doszedł tylko osiołek przy żłobku.
I po Wieczerzy Wigilijnej śpiewamy kolędy.
No właśnie. W tym roku kiepsko to wypadło. Zapomina się słów, a gdzieś cię pogubiły teksty. Jak się zaś raz przerwie to i bywa, że nastrój gdzieś zanika. Kiepsko.
Dlatego po wewnętrznej naradzie rodzinnej (sam ze sobą) stwierdziłem, że robimy rodzinne śpiewanie kolęd.
Żona jak zwykle – oportunistka. Wiadomo – babie się nie chce. A przecież to tak niewiele roboty z przygotowaniami ;-)
Wszystkiego trzy dni pracy!!!
Pewnie Panie czytające naostrzyły już przynajmniej języki, aby przyciąć to bredzenie.
A co mi tam.
Niemniej udało mi się przekonać. Stwierdziłem – żadnych nadmiernych przygotowań. Żadnych wielkich wyszynków i napitków.
Wokół choinki poustawialiśmy krzesła. Stół i stoliki w kącie. Tam przekąski.
(Założyłem, i słusznie, że jak przyjadą ciotki , to poprzywożą choćby po kawałku własnego wypieku – na stole miały być te ich wyroby i to z fiszką, czyje, co jest – aby w razie czego przepis przekazać).
Małżonka upiekła domowego chleba, do tego był smalczyk domowej roboty + ogórki. To jak już ktoś chciał.
Jako głowa domu dokonałem kupażowania zapasu win własnej roboty – na grzańca. Bo na starcie każdy dostawał do wypicia, celem rozgrzania gardła, albo grzańca, albo szklankę gorącego, czerwonego barszczu (kierowcy).
Na zakończenie śpiewania przewidziany był bigos – tydzień przygotowań. I to wszystko.
Dla chcących wykorzystać doświadczenia organizacyjne; wydrukowaliśmy zestaw kolęd – na kartkach. Kilkanaście. I śpiewane były – „jak leci”, po kolei. Warto o tym pamiętać – gdyż śpiewniki nie zdają egzaminu. Każdy chce co innego. To śpiewanie trzeba uporządkować.
Zaprosiliśmy całą rodzinę. Oczywiście część miała „bardzo ważne sprawy”, części coś w ostatniej chwili wypadło, ktoś musiał się „urwać’ ze spotkania z ks. kardynałem Nyczem (akurat było tam jakieś)– dojechał później. Ale i tak było około 30 osób.
I śpiewaliśmy.
Nawet niektóre kolędy „na głosy”. Nie przypuszczałem, że tak szybko i łatwo da się zgrać to wspólne śpiewanie. Bo to byli ludzie już blisko 80-ki, a i młodzież kilkunastoletnia.
Co jeszcze.
Ano – zorganizowaliśmy konkurs na wykonanie rodzinne kolędy. Nagrodą była pozostałość po świętach – ostatnia szynka – osobiście wędzona. Powstały tworzone ad hoc grupy.
Nagroda została rozdzielona sprawiedliwie – tylko smak pozostał.
A na koniec, kiedy gardła były „rozgrzane” (nie mylić z sędzinami) – nawet nie przypuszczałem, że tyle tego grzańca pójdzie - to jeszcze wykonaliśmy parę innych pieśni. Udało się, co skonstatowałem ze zdziwieniem, bo nie sądziłem, że w rodzinie są też takie zainteresowania, wykonać na trzy męskie głosy „Czerwony pas”.
Cała impreza zaczęła się około 17.00 – pierwsi goście, a skończyła około 22.00. Myślę, że wszyscy byli zadowoleni. Sugestia, że powinniśmy to robić co roku w różnych miejscach – znalazła pełną akceptację.
Opisałem dość dokładnie „cykl organizacyjny” – do wykorzystania, bo niekiedy chciałoby się coś takiego zrobić, ale powstają obawy, że to „trzeba się pokazać”, przygotować itd. Tymczasem tu najważniejszy jest program spotkania, a ten jest oczywisty. Reszta daje się dopasować. Jakby co – jedzenia, ciast i napitków – przywiezionych przez gości – sporo jeszcze zostało, bigosu też. To naprawdę trzeciorzędna kwestia.
A spotkać się warto. |
| 758 odsłon | średnio 5 (4 głosy)      |
Tagi: społeczeństwo, zwyczaje, rodzina. | Re: Kolędowanie | |  | | w.red, 2011.01.16 o 14:15 | | Można tylko pozazdrościć. Fakt faktem że istota tej tradycji rozpływa się w morzu drugorzędnych "przydatków" lub zostaje nimi zdominowana. Cieszy zaś że choć w nielicznych domostwach tradycję się podtrzymuje. | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
| Re: Kolędowanie | |  | | Krzysztof J. Wojtas, 2011.01.16 o 15:24 | w.red
W moim wypadku trudno mówić, że tradycję się podtrzymuję; chyba, że jako czerpanie z polskości.
Mam nadzieję, że mój przykład zachęci innych.
Bo naprawdę widziałem radość w wielu oczach.
A wystawianie szopki - próbuję namawiać, kogo się tylko da. Także poprzez proboszcza. Kiepsko idzie, bo u księży widzę, że odbierają to na zamach na "ich" domenę. A przecież takie strojenie domów byłoby interesujące dla wszystkich. | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
| Re: Kolędowanie | |  | | Malawanda, 2011.01.25 o 20:05 | Wigilia na trzydzieści osób? Serdeczne pozdrowienia i wyrazy uznania dla Małżonki:)
Najważniejsze, że byli Państwo RAZEM: ludzie już blisko 80-ki, a i młodzież kilkunastoletnia. Najcenniejszy udział młodzieży, w nadziei, że podtrzymają tradycję.
U nas zawsze śpiewamy kolędy, w stałej kolejności ( na koniec o wilczku i owcach - to jest deser:) Natomiast bigos i szynka - nigdy we Wilię, dopokąd nie wrócą z Pasterki. Młodzi( co najmniej w 8 osób) w świąteczne wieczory stają się kolędnikami, znajome domy nawiedzając.
A wspólne śpiewanie( w różnych okolicznościach) ma bardzo wiele zalet. | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
| Re: Kolędowanie | |  | | Malawanda, 2011.01.26 o 00:18 | Aaa, więc w karnawale, hmm, po lekturze opowiadania jednego z iberoamerykańskich pisarzy ( dawno temu)zakazałam całej rodzinie śpiewania kolęd w innym czasie, niż Wigilia Bożego Narodzenia. Więcej tymczasem nie wyjaśnię z racji obawy przed naruszeniem najwyższych zasad, tu kategorycznie określonych.
Natomiast, cokolwiek naruszając regulamin, wobec dygresji na odmienny temat, nie mogę nie oderwać od kronik Pańskich podróży, z konkluzją, że ma Pan, nie, źle, że że mój syn ma porównywalną z Pańską ciekawość Świata. Poznał m.in. Środkowy Wschód jeszcze inaczej, bo podróżując autostopem. Młodzi współcześnie mają znacznie łatwiej, niż my( nie to, co dawniej, paszport.. wiza..)
Serdeczności | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
| Re: Kolędowanie | |  | | Piotr Świtecki, 2011.01.26 o 02:08 | No właśnie, ja niniejszym usiłuję wydusić z (syna?) Malawandy dokładniejsze relacje!
Szczególnie że co i rusz ocieramy się o kwestie zmagań cywilizacji, a tymczasem większość z nas zapewnie nie miała zbyt wielu okazji do osobistego otarcia się o cywilizacje inne, niż judaistyczna (i to nie zawsze uświadamiając sobie co się dzieje) i łacińska. | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
| Re: Kolędowanie | |  | | Krzysztof J. Wojtas, 2011.01.26 o 07:15 | Synowie też sie tam gdzieś włóczyli. Przed moim pobytem na "chińskiej " trasie, oni wybrali się swoimi drogami przez Bałkany, Turcję do Iranu. Minęliśmy się o pół dnia w Konstantynopolu.
I też nie chcą specjalnie napisać.
Wcześniej starszy był w Gruzji.
Odnoszę wrażenie, że dla nich pobyt tam jest tylko ciekawostką, a nie wyzwaniem.
Przed wyjazdem do Indii i Nepalu - dostałem paszport dopiero tydzien przed wyjazdem, po korowodach.
Dzień decyzji (3kwietnia 1984) to dzień urodzin Michała (najstarszego). Jakoś pozałatwiałem sprawy rodzinne, aby tylko jechać, Tyle, że ciężko to przetrwałem - szczepienie zaowocowało gorączką, a wobec wyczerpania z racji organizacji wszystkiego, chyba byłem osłabiony. Przez ten czas niewiele jadłem i spałem. Teraz to jestem leń i słabo zorganizowany i zaczynam byc chory. Na starość. | | zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć |
|
|
Chyba chcę tu prezentować idee - także w jaki sposób powstają. |
|